Testy diagnostyczne

Humor z zeszytów

Kontakt

Szaleństwa starożytnych

Dla współczesnego człowieka starożytność to nie tylko wielkie, historyczne wydarzenia, ale i czas dziwacznych paradoksów, okrucieństwa traktowanego jako oczywistość, wymyślnych kar i tortur

Obyczajowość starożytnego Egiptu, Rzymu, Syrii, Grecji czy Persji budzi w dzisiejszym czytelniku zdumienie – powszechność kazirodczych (według nowożytnych norm) związków, gwałtów, upodobanie do zoofilii czy nekrofilii wydaje się dosłownie szokująca. Porównując epoki zauważamy jednak, że na przestrzeni wieków nie zmieniło się wyłącznie jedno – relatywna bezkarność rządzących.

Gwałciciel żon, morderca synów

Jednym z największych koronowanych przestępców starożytnego Egiptu był Fyskon, zwany Tłuściochem lub Złoczyńcą – Ptolemeusz VIII Euergetes, drugi mąż Kleopatry II, a zarazem jej brat. Warto na marginesie dodać, że kazirodcze związki były w starożytnym Egipcie, Syrii i Persji codziennością: kojarzono ze sobą rodzeństwo oraz najbliższe kuzynostwo, co zapewnić miało ciągłość rodu, a w przypadku rodzin królewskich – czystość krwi.

Pierwszym mężem Kleopatry II był jej starszy brat Ptolemeusz VI – w dniu ich ślubu ona miała dziesięć, on zaś jedenaście lat. Kiedy jednak król zginął na polu walki, stratowany przez własne słonie bojowe, Kleopatra wyszła za swego drugiego, młodszego brata – Ptolemeusza VIII zwanego Fyskonem, od dzieciństwa znanego z gwałtowności nieobliczalnego charakteru.

Małżeństwo od początku nie należało do udanych. Podczas weselnej uczty królowa zostaje zgwałcona przez króla w sposób wyjątkowo brutalny, wcześniej zaś żołnierze Fyskona na jej oczach zabijają jej własnego syna, poczętego w związku z poprzednim mężem. Z małżeńskiego gwałtu rodzi się kolejny syn Kleopatry, jednak król ani myśli zadowolić się swą żoną – wkrótce po objęciu władzy gwałci jej córkę, Kleopatrę III. Ta początkowo pogrąża się w depresji (o czym wspomina starożytny historyk Polibiusz), potem jednak decyduje się przekuć traumę na własną korzyść. Pragnie zostać żoną Fyskona – i królową państwa. Rodzi władcy piątkę dzieci i ostatecznie usadawia się na tronie – najpierw jako żona króla, potem jako samodzielna królowa. Ostatecznie Kleopatrze II udaje się wygnać straszliwą parę (własną córkę, ożenioną z bratem-gwałcicielem) na Cypr. Popełnia przy tym jednak jeden błąd – małżonkowie w podróż zabierają jej syna, spłodzonego z małżeńskiego związku z Fyskonem. Dziecko wróci do władczyni jako prezent urodzinowy – w postaci przesyłki z odciętą głową i rozczłonkowanym korpusem. Kochający małżonek do końca nie daje zapomnieć o sobie swej rodzinie.


Gwałt niech się gwałtem...

W starożytnym Rzymie gwałty – o ile nie dopuścili się ich władcy – karane były surowo. Ofiara otrzymywała młotek i kij, i przy pomocy tych przyrządów mogła bić swego oprawcę do woli. Kara za gwałt ze szczególnym okrucieństwem znajdowała finał w rękach kata, który pobitego już gwałciciela własnoręcznie dusił. Cesarz Makryn, za gwałt popełniony na służącej przez dwóch żołnierzy, zastosował wobec nich niebywałą kaźń: rozkazał zaszyć przestępców w rozprutych brzuchach byków, tak by na zewnątrz wystawały im jedynie głowy. Początkowo obaj gwałciciele mieli się dobrze i nawet ze sobą rozmawiali, po dwóch dniach zmarli jednak w mękach od zakażenia krwi, pośród niewyobrażalnego smrodu.

Nie wszyscy za czyn przestępczy karani byli z jednakową siłą. Rzymski cesarz Tyberiusz znany był ze swych skłonności do przemocy i gwałtów. Kiedy naszła go ochota na córkę jednego z patrycjuszy, jej matka zaproponowała, by zamiast dziecka zadowolił się nią samą. Kiedy kobiecie po kilku dniach udało się uciec z pałacu sadysty, w samobójczym akcie, przygnieciona aktami przemocy jakiej wobec niej dopuścił się koronowany zbrodniarz, rzuciła się ze skały.

Niezliczoną ilość gwałtów na sumieniu miał też Kaligula. Na (trwających wówczas nierzadko kilka dni i nocy) ucztach i przyjęciach – także tych weselnych – miał zwyczaj wielokrotnego wychodzenia ze wskazaną przez siebie kobietą, zazwyczaj żoną jednego z współbiesiadników. Żaden z wysoko urodzonych nigdy mu sie nie przeciwstawił, zaś jednemu z nich – Pizonowi – cesarz nie tylko zgwałcił żonę podczas ich weselnej uczty, ale sam zajął miejsce pana młodego i zatrzymał oblubienicę w swoim pałacu. Po kilku miesiącach znudził się jej towarzystwem i odesłał ciężko pobitą do niedoszłego małżonka.

Zimną mi bądź niczym trup

Równie stary jak skłonność do gwałtów jest pociąg do nekrofilii – wielokrotnie odnotowywany też u starożytnych. Najwygodniejszym tłumaczeniem powstania sarkofagów, podawanym zwyczajowo na lekcjach historii w szkole podstawowej, jest występująca ówcześnie konieczność ochrony zmarłego przed złodziejami. Jest to prawdą, jednak tylko do pewnego stopnia – takim samym zagrożeniem dla zwłok, jak rabusie, byli również balsamiści, znani ze swego upodobania do ciał nieżyjących ludzi (wspomina o tym m.in. Herodot w swoich "Dziejach"). Wykonujący ten zawód traktowani byli jak społeczni pariasi – nawet trudniące się prostytucją kobiety nie chciały spędzać z nimi czasu. Trudno więc wyrokować, czy skłonności nekrofilne były skutkiem, czy przyczyną tego stanu rzeczy.

Upodobanie do nie oddychających kobiet wykazywały także głowy koronowane. Egipski faraon Mykerinos zgwałcił własną córkę, czym doprowadził ją do samobójstwa. Nieutulony w żalu, nakazał ciało dziewczyny umieścić w drewnianej, bogato zdobionej szafie i zamknąć w komnacie, którą odwiedzał co noc. Pomysł obcowania ze zmarłą najwyraźniej okazał się atrakcyjny – pod koniec jego panowania w specjalnym pomieszczeniu stało ponad dwadzieścia takich szaf, z których każda mieściła ciało zmarłej kochanki.

Być może jednak balsamowanie zwłok i przechowywanie ich w szczelnie zamkniętych grobowcach nie było rozwiązaniem złym. W starożytnej Italii bowiem ciała wielu władców były po ich śmierci profanowane w skandaliczny sposób. Cesarz Domicjan (Titusa Flaviusa Domitianusa), znany był swym współczesnym nie tylko z upodobania do młodziutkich kobiet (w tym własnych siostrzenic i bratanic), ale i z kastrowania przeciwników politycznych. Paranoicznie zazdrosny o władzę, został w końcu zasztyletowany przez swych  najbliższych współpracowników, a po śmierci wytarzano go w błocie i za włosy ciągano po ulicach Rzymu. Heliogabal – który w szaleństwach prześcigał nawet samego Kaligulę – po tym jak samego siebie ogłosił kobietą i utracił autentyczne wpływy na losy państwa-miasta, został zasztyletowany w publicznej toalecie, w której ukrył się wraz z własną matką, i z obnażonymi genitaliami obwożony był po Rzymie, aż do zatopienia zwłok w Tybrze. Głowa lubieżnika i tyrana, okrutnego Kommodusa, rodzonego syna Marka Aureliusza który pod koniec życia popadł w całkowity obłęd i uznał, że będzie Herkulesem, po jego śmierci posłużyła jako piłka podkutym butom rzymskich legionistów. Choć więc za życia koronowani mogli pozwolić sobie na znacznie więcej, śmierć okazała się dla wszystkich tak samo niełaskawa.