Testy diagnostyczne

Humor z zeszytów

Kontakt

Kim jesteś nauczycielu?

       Analizując różne materiały prasowe, które w ciągu roku często odwołują się do stanu polskiej oświaty w kontekście obowiązku szkolnego 6-latków, wyników egzaminów maturalnych, zwolnień w oświacie czy rekrutacji na studia wyższe zawsze kusi mnie,  by zadać sobie to zasadnicze pytanie. De facto powinno ono brzmieć następująco: czy „bycie nauczycielem” należy dziś traktować jako zawód czy powołanie? 

      Zapewne większość  odpowiedziałaby, że to zwykły, pospolity zawód jak każdy inny. Rzemiosło, nic ponadto i jak w każdym rzemiośle można tu być mistrzem, albo tylko czeladnikiem. Zgoda, ale czy jednak wykonywanie tego fachu polegające przecież na pracy z żywym organizmem nie wymaga powołania? Czy nie jest swego rodzaju misją? Wykonywanie rzemiosła, zawodu kojarzy się zawsze z pewnymi schematami, niemal automatycznym wykonywaniem wyuczonych czynności w przepisowo ustalonym prawem czasie. I pobieraniem zapłaty za tę pracę. Niby wszystko proste i sensowne. Laicy i mało zainteresowani tematem przyznają, że tak faktycznie jest. My – nauczyciele - przychodzimy do szkoły, rutynowo odbębniamy lekcje, zamykamy dzienniki i idziemy do domu…. Taka  opinia jest prawie powszechna, wystarczy poczytać internetowe fora. W tej sytuacji nie dziwi fakt, że w niedawnym badaniu CBOS tylko dwie piąte respondentów (43%) pytanych o to, czy polscy nauczyciele to idealiści z powołaniem, czy lenie z długimi wakacjami odpowiedziało, że postrzega ich jako mających poczucie misji.

     Jakże trudno uwierzyć, że lekcja lekcji jest nierówna, choćby realizowano ten sam temat, że klasy niepodobne do siebie, chociaż tak samo liczne, że ciągle brakuje czasu, że trzeba podejmować często morderczy wysiłek, by uzyskać przyzwoite wyniki. Zapomina się i o tym, że pracy pedagogicznej nie da się wykonywać z całkowitą obojętnością, z dystansem i oderwaniem od ucznia, który w procesie dydaktycznym jest najważniejszym elementem. Współcześnie tacy schematyczni, „powierzchowni” nauczyciele – moim zdaniem - nie znajdują u uczniów należytego zrozumienia, a ich działania podejmowane bez zaangażowania, nie dadzą żadnych rezultatów. Obie strony są wówczas niezadowolone i sfrustrowane. Faktycznie zaangażowany w swą pracę nauczyciel musi uczniów autentycznie rozumieć, dostrzegać ich problemy jakiejkolwiek byłyby one natury, nie traktować ich „z góry”, ale okazywać szacunek, zrozumienie, cierpliwość  i poświęcać …czas.

     Ten czas w oświacie nie da się tak po prostu odmierzyć minutami. Konia z rzędem temu nauczycielowi, który zawsze punktualnie kończy lekcje i nigdy nie poświęci uczniowi nawet jednej dodatkowej, poza lekcjami, minuty. Takich nauczycieli po prostu nie ma. W pracy pedagogicznej bez czegoś, co być może zbyt szumnie nazywamy powołaniem, swoistą „iskrą Bożą” wytrzymać długo się nie da.  Praca będzie jałowa, bez satysfakcji, a wyniki mierne lub żadne. W pracy z uczniami potrzeba rzeczywistej pasji i oddania, a satysfakcją zawsze jest sympatia uczniów i ich wysokie wyniki w nauce. Nierzadko odbywa się to kosztem własnego życia domowego i prywatnego. Ostatnie, opublikowane w czerwcu 2013 roku, badania Instytutu Badań Edukacyjnych odnośnie czasu pracy nauczycieli, wokół którego narosło wiele mitów dały jasne wyniki. Niezręcznie dla MEN i samorządów wykazały mianowicie, że średnio nauczyciel pracuje w tygodniu o blisko 7 godzin dłużej, niż nakłada na niego Karta Nauczyciela. To de facto praca społeczna, ale moim zdaniem dowód na istnienie owego powołania.

    „Tylko Ci, którzy nauczyli się potęgi

      szczerego i bezinteresownego        

      wkładu w życie innych, doświadczają

      największej radości życia –

      prawdziwego poczucia spełnienia.”  

                                          / Anthony Robbins /

 

14.08.2013